Uwikłani w życia progach, ciągnąc nasze ziemskie myśli, tracąc wrażliwość, trwamy. Z dnia na dzień, coraz bardziej wygłuszając duszę i jej nieustanne kołatanie serc. To, co niewidoczne, a jednak obecne, zabijamy. Chęć życia, pogoń za marzeniami, przemieniamy w gorszący ludzkość hedonizm. Używamy, bierzemy, z łakczemnym apetytem pożeramy życie. Dwie tablice, a na nich dziesięć praw, traktujemy jak przestarzałą bajkę, którą wyparły postępowe, tolerancyjne hasła. Żyjemy uwikłani w naukowy świat, z przerażeniem przyjmujemy informację o rakotwórczości niektórych produktów, nie przeraża nas jednak stan naszej duszy. Dbamy o porządek w naszych domach, miejscach pracy, nie obchodzi nas jednak bałagan na dnie naszego serca. Upiększamy naszą zewnętrzną maskę, zapominając jednocześnie o zepsuciu wewnętrznym.
Tworzymy świat, w którym podstawowe prawa i normy, łamane są pod pretekstem równości i wolności. Oddajemy się żądzy ciała, zamykając przy tym oczy naszych dusz. Ludzka wrażliwość tłumiona jest przez wszechobecny realizm. Nasze serca kruche, pękają zbyt często, a oczy nasze wypluwają łzy rozpaczy. Rozpaczy nad światem, w którym przyszło nam żyć.
Ja jednak widzę Światło. Czuję i wierzę.
Piękne są te dwa ostatnie zdania. One mnie najbardziej z całego tekstu uderzyły. Nigdy nie wątp. Powodzenia.
OdpowiedzUsuń