Wraz ze zbliżającym się świętem Odzyskania Niepodległości narosła nagonka polityczna, medialna i społeczna. Ogólnie to niezbyt często oglądam telewizję, ale jako że dopadło mnie jakieś przeziębienie, a więc zostałam w domu, postanowiłam włączyć "magiczne" pudło i posłuchać trochę co w trawie piszczy... (Z drugiej strony mogłam spędzić ten czas o wiele bardzej pożytecznie, zaczytując się w Lalce, ale no mniejsza z tym...).
Co ja to... ah, telewizja! Przebrnąwszy przez telewizję śniadaniową, która to uświadomiła mnie, że nie warto chodzić po bułki do piekarni, bo przecież każdy z nas ma czas o 6 rano piec swoje własne drożdżówki, a także durne programy, mówiące o równie durnych problemach, dotarłam finalnie do "najnowszych" newsów, podawanych na kilku kanałach.
Poza informacjami o tym, jak polska policja cudownie rozgromiła mafię paliwową, a także jak wielkie tajfuny nawiedzają Filipiny, nie zabrakło oczywiście polityki i tematu święta 11. listopada. Jak wiadomo, co roku organizowane są przeróżne marsze, pod wszelakim przewodnictwem. A to prezydent maszeruje za czołgiem wraz ze swoją elitą, a to "narodowcy", a tam jacyś zamaskowani kibice wykrzykują antyfaszystowskie hasła, gdzieś tam jeszcze jakieś biegi narodowe, a jakby tego było mało, to na Narodowym jakiś zlot klimatyczny (i ja się tu pytam, Panie Premierze, dlaczego akurat 11. listopada?!). Jak widać zamieszanie w stolicy niemałe, aż strach wychodzić z domu, bo a nóż Cię ktoś podrzuci do jakiejś kategorii i dupa blada. Oczywiście na koniec newsów zostałam poinformowana jak wielu stróżów prawa, pracowników BORu i innych umundurowanych będzie strzegło porządku.
Ale wracając do meritum sprawy... Wszędzie widzimy jakieś podziały, tak jakby ideą polityki była ciągła rywalizacja, a nie dobro społeczne. Podziały, które uwydatniają się właśnie wtedy, gdy nasz naród obchodzi swoje największe święto.. Ja rozumiem, że odwieczny spór prawica vs lewica jest niezażegnany, ale czy na tym polega idea radości, wolności ojczyzny, aby się wzajemnie "opluwać", ukazywać swoje poglądy, odwrócić się tyłem i pokazywać "Jaki to ja nie jestem patriota"? Dlaczego ten jeden, jedyny raz w roku nie możemy stanąć razem, podać sobie dłoni i z dumą popatrzyć na biało-czerwoną flagę, o którą tyle lat walczyli nasi przodkowie? Oczywiście, aby wykonać taki gest trzeba szanować Matkę Polskę.. Czego niestety nasi drodzy politycy często nie potrafią.
Szczerze - mam gdzieś politykę i zakichany sejm, bo wiem, że dopóki tam siedzą, nic się nie zmieni. Po prostu mam dość wykrzyknięć jednej i drugiej strony, braku szacunku do siebie samych i obywateli. Nie mieszkam w Ciemnogrodzie... Mieszkam w Polsce i oczekuję respektu wobec niej, od tych, którzy nazywają się Polakami i co najważniejsze CZUJĄ się nimi.
Krew przelewana przez wieki nie była daremna. Ta ofiara dała nam WOLNOŚĆ, którą tak rzadko doceniamy, a gdy nadchodzi dzień, w którym powinniśmy się jednoczyć, oddalamy się jeszcze bardziej. Nie akceptuję komunistów, nie rozumiem fanatyków i ignoruję głupotę, ale kocham swój kraj. Ktoś może mnie uznać za zagorzałego prawicowca, drugi za lewaka, trzeci za ignorantkę polityczną.
A ja powiem, że jestem Polką...
"Chciałbym nareszcie wiedzieć
gdzie kończy się wmówienie
a zaczyna związek realny
czy wskutek przeżyć historycznych
nie staliśmy się psychicznie skrzywieni
i na wypadki reagujemy teraz z prawidłowością histeryków
czy wciąż jesteśmy barbarzyńskim plemieniem
wśród sztucznych jezior i puszcz elektrycznych"
Zbigniew Herbert - Rozważania o problemie narodu, z tomu „Studium przedmiotu”